START        ORGANIZATORZY       KONTAKT
 

OBÓZ GOSPEL 2008 JUŻ ZA NAMI!

Ach to był obóz...

Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że tegoroczny obóz gospel to 7 dni niewiele różniących się od siebie. Plan dnia był jasny, znany nie tylko organizatorom, ale i uczestnikom. Ściśle określone godziny rozpoczęcia oraz czas trwania zajęć. Ale jednak było coś co sprawiło, że ten obóz był wyjątkowy!!!

Rano krótka rozgrzewka, niewymagająca raczej większego wysiłku niż wstawanie z łóżka zaledwie po kilku godzinach snu (atmosfera sprzyjała nocnym, głębokim rozmowom), co i tak było niemałym wyczynem. Trochę śmiechu i przeSKOK(i) na myślenie o sprawach nie najłatwiejszych- tzw. "ładowarka", przygotowana przez obecnych na obozie Amerykanów, Amerykanów, a zaraz po niej gra biblijna- pierwsza możliwość zdobycia punktów przez każdą z 5 grup, na które uczestnicy byli podzieleni- naprawdę zdrowe współzawodnictwo i świetna zabawa, bo raczej nie rywalizacja. (: Kto pierwszy skończył, mógł ruszyć na śniadanie (a i tam zadbano o każdy szczegół, czy może raczej walor smakowy ? ). Posileni i pełni energii zaczynaliśmy pierwsze zajęcia- emisję głosu prowadzoną w dwóch grupach- zaawansowanej oraz.. mniej zaawansowanej. ;) W roli instruktorów emisji głosy niezastąpione profesjonalistki: dyrygentka chóru Gospel Joy - Agnieszka Górska-Tomaszewska "Baca" oraz solistka zespołu, studentka wokalistyki jazzowej w Katowicach- Marta Florczak "Fiona". Rozśpiewanie, rozpoznanie (i wcześniejsze ich odnalezienie!) swoich mięśni, ćwiczenia oddechowe, i już byliśmy gotowi do warsztatów.

Czarnoskóry instruktor z Atlanty, a nasz przyjaciel, Brian Fentress sprawił, że przez łącznie 50 godzin śpiewu (co w ciągu 7 dni jest nie byle czym), nauczyliśmy się 11 wspaniałych piosenek, chwaląc Boga i stale oddając mu cześć. Przygrywał mu równie utalentowany przyjaciel z Atlanty też czarnoskóry Allan Wiltshire.

Po obiedzie czekała nas zasłużona przerwa- często wykorzystywana bardzo aktywnie- na Sali gimnastycznej, którą mieliśmy do dyspozycji, ujawniały się prawdziwe sportowe talenty- w koszykówce, piłce nożnej, tenisie stołowym czy kickball'u- nowej pasji części uczestników, zapoczątkowanej przez Briana. Bo to w zdrowym ciele zdrowy duch! A o ducha to my tam dbaliśmy, oj dbaliśmy.

Wieczór to chyba najważniejsza i wzbudzająca największe emocje część dnia- wielbienie. To już nie były zajęcia, to nie był warsztat ani koncert. To była indywidualna modlitwa każdego nas, lecz w duchu wspólnoty, którą umacniał w nas Bóg. Tutaj nie miało znaczenia miejsce, w którym ktoś z nas stał, siedział czy klęczał, ani tym bardziej miejsce, w którym mieszka na co dzień. Prócz wylanych łez, szczęścia- jak myślę, wylana została na nas także Boża łaska, a to najbardziej dało się odczuć.

Zgromadzoną siłą, weną czy radością można było podzielić się z innymi tuż po wielbieniu, w przygotowanych kafejkach - o tematyce hawajskiej oraz kawowej. Pyszne ciasta, kisiel- specjalność obozów gospel, różnorodne herbaty, tosty, kawa, znikały jak ciepłe bułeczki (choć tutaj faktycznie lepiej pasowałoby: "znikały jak kisiel" ;) ). Do późnej nocy toczyły się rozmowy przy świecach i dobrej muzyce. Nagle tematy, które zwykle ciężko nawet poruszyć, stawały się myślami przewodnimi i wywoływały potoki nieprzypadkowych słów. Każdego dnia nowe przeżycia, emocje, coraz mocniejsze więzi. nowe pomysły, nowe piosenki, dźwięki, umiejętności. Każdy poranek zwiastował coś nowego ("Każdy wschód słońca Ciebie zapowiada, nie pozwól nam przespać poranka." ? ), dotąd nieznanego.

Nie obyło się bez urozmaiceń planu dnia- wypadu nad jezioro, zawodów sportowych, zajęć integracyjnych. Nie wiem co bardziej nas do siebie zbliżyło i połączyło wspólną radością, ale w każdej chwili odczuwaliśmy bliskość Pana. Spędziliśmy 7 dni, często w zmęczeniu, bez głosu, który po kilku godzinach śpiewu zawodził.

Spędziliśmy ten czas razem, a to było najważniejsze, bez względu na różnice wieku, język, którym się posługujemy (a spora grupa była wyłącznie anglojęzyczna) i kraj, z którego każdy pochodzi. Ten tydzień udowodnił nam, a przynajmniej mnie, że gdy robi się coś na chwałę Bożą, oddając swoje życie Chrystusowi, mówiąc mu głośne "TAK!" i mając świadomość, że w Nim jesteśmy absolutnie wolni, różnice nie istnieją. Nie istnieje też niezrozumienie, podziały, pojęcie "lepszy, gorszy".

Dzięki takiemu właśnie podejściu koncert finałowy, który odbył się w sobotę, przedostatni dzień obozu dla zgromadzonej ze Skoków i okolic publiczności w liczbie ponad 300 osób, był bardzo wyjątkowy. Stając na scenie stworzyliśmy prawdziwą rodzinę, która nie tylko śpiewała i ruszała się w takt muzyki. Stworzyliśmy chór który rozumie o czym śpiewa i potrafi w autentyczny sposób przekazać swoją wiarę w żywego Boga - a tego nie da się zrobić inaczej jak tylko w sposób bardzo radosny, energiczny i entuzjastyczny.

Przenosząc wszystko, czego udało nam się nauczyć podczas obozu, do życia codziennego, tego trudniejszego, pełnego obowiązków, problemów, świadczymy, że 7 minionych dni nie poszło na marne. I że ewangelia zaczyna się tu i teraz.

A zatem wyciągnij wnioski sam(a) i w przyszłym roku przyjedź na obóz. Do zobaczenia

Pa

Zobacz zdjęcia

Zapraszamy na forum!

      Poczytaj na naszym FORUM wrażenia z ostatniego obozu.

Zobacz wideo z obozu 2007!




OBÓZ GOSPEL 2008

Obóz Gospel 2008
Od uczestnika...
Fotki z obozu 2008
Forum gospel

OBÓZ GOSPEL 2007

Obóz Gospel 2007
Fotki z obozu 2007







 












***Wyjazdowe Warsztaty Muzyki Gospel***